5 sprytnych zagrań ubezpieczycieli – zaczynamy od tzw. szkody całkowitej.

Patryk Zbroja            27 listopada 2014            Komentarze (0)

W dzisiejszym wydaniu znanego dziennika pojawił się ciekawy artykuł pod dość chwytliwym tytułem: „5 sposobów, jak ubezpieczyciele oszukują kierowców”.

Przedstawiono tam „sztuczki” zaniżające odszkodowania:

Sztuczka 1. „Niby wrak, a wraca na drogi”.
Sztuczka 2. „Zamiast auta wsiądź na rower”.
Sztuczka 3. „Oryginalne części? Zapomnij”.
Sztuczka 4. „Jeśli chcesz pieniądze na swoje konto”.
Sztuczka 5. „Za naprawę zużytych części zapłacisz sam”.

Muszę przyznać, że publikacja jest trafna, ale zawiera kilka nieprecyzyjnych wywodów, które warto trochę sprostować.

W końcu to moja specjalizacja 🙂

Aby ułatwić Tobie „nawigację” postaram się w kolejnych wpisach odnieść do każdego z punktów osobno.

Dzisiaj zacznę od:

Sztuczka 1: „Niby wrak, a wraca na drogi”.

Taka „sztuczka” to rzeczywiście częsty zabieg ubezpieczyciela, zwłaszcza przy starszych pojazdach.

Warto jednak tutaj podkreślić, że punktem wyjścia dla Ciebie jako poszkodowanego jest zawsze wartość pojazdu sprzed dnia kolizji (lub wypadku). Mówiłem o tym już na łamach bloga w video-wpisie pt. „szkoda całkowita„.

W skrócie – jeżeli w podanym w publikacji przykładzie uszkodzony motocykl Suzuki był wart 10.000 zł, to odpowiedzialność ubezpieczyciela co do zasady ograniczona będzie do tej właśnie kwoty.

Sposób rozliczenia szkody w takim przypadku jest uzależniony od tego, czy motocykl został naprawiony, czy też nie.

Jeżeli został naprawiony (obojętnie czy w ASO, czy w warsztacie nieautoryzowanym), a naprawa jest zrobiona rzetelnie i pojazd został dopuszczony do ruchu, to nawet gdy w opinii rzeczoznawcy ubezpieczyciela występuje tzw. szkoda całkowita, to możesz żądać zapłaty odszkodowania do kwoty 10.000 zł (i to nawet gdy naprawa będzie droższa).

To ubezpieczyciel będzie musiał w procesie sądowym wykazać (za pośrednictwem opinii biegłego), że naprawa nie przywróciła stanu poprzedniego i zasadne jest rozliczenie metodą tzw. szkody całkowitej, ale w praktyce takie dowodzenie jest trudne. Twoje szanse na wygrane oceniam tutaj na 90 %.

Jeżeli nie został naprawiony, to do ustalenia wysokości odszkodowania (i oceny czy koszt naprawy przewyższa wartość pojazdu sprzed dnia kolizji) potrzebna będzie opinia biegłego sądowego. Warto wtedy rzeczywiście zlecić jeszcze przed wszczęciem sprawy sądowej ekspertyzę prywatnego rzeczoznawcy lub – co najmniej – uzyskać kosztorys naprawy od warsztatu. Każdy z tych dokumentów zawsze lekko ukierunkuje opinię biegłego i jest szansa na korzystne rozstrzygnięcie.

Ryzyko w takiej sprawie jest jednak większe.

Przykładowo – jeżeli motocykla nie naprawiłeś, a wartość jego potencjalnej naprawy będzie większa niż wartość sprzed kolizji tj. 10.000 zł (np. 12.000 zł), to nie będziesz mógł również domagać się zasądzenia odszkodowania na poziomie 10.000 zł. Sąd uwzględni bowiem wtedy żądanie ubezpieczyciela o rozliczenie wg metody szkody całkowitej. Biegły obliczy wartość rynkową pozostałości np. na 4.000 zł i Sąd przyzna Ci jedynie 6.000 zł jako różnicę między wartością pojazdu sprzed dnia kolizji, a wartością pojazdu w stanie uszkodzonym (10.000 zł – 4.000 zł = 6.000 zł) i zostaniesz na lodzie, bez naprawionego jednośladu… (no chyba że Ci się uda zmieścić koszty naprawy w takiej kwocie).

Tak więc, lepiej w takiej sytuacji dokonać naprawy w granicach wartości pojazdu – mieć naprawiony pojazd i jednocześnie większą pewność zasądzenia odszkodowania.

Temat odszkodowania bez naprawy pojazdu przedstawiałem wcześniej również w innych wpisach: „sposoby rozliczenia odszkodowania po wypadku samochodowym” oraz „zjeść ciastko i mieć ciasto – klika słów o odszkodowaniu bez naprawy pojazdu„.

Zapraszam do ich lektury.

Mam nadzieję, że znajdziesz tutaj odpowiedzi na pytania z tym związane.

W kolejnym wpisie postaram się uzupełnić parę kwestii związanych z najmem pojazdów zastępczych.

{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: