Zadośćuczynienie dla osób najbliższych nie tylko w razie śmierci pokrzywdzonego

Patryk Zbroja            28 marca 2018            Komentarze (1)

Pewnie już słyszałeś, że wczoraj tj. 27 marca 2018r. Sąd Najwyższy (i to w składzie 7 sędziów) pojął interesującą uchwałę ws. zadośćuczynienia dla osób najbliższych.

Sąd potwierdził, że sądy mogą przyznawać zadośćuczynienie za krzywdę osobom najbliższym nie tylko wtedy, gdy zmarł w wyniku wypadku, ale także wtedy, gdy doznał ciężkiego i trwałego uszczerbku na zdrowiu.

Treść sentencji znajdziesz TUTAJ

Od czego się zaczęło?

Rzecznik Finansowy od lat (dokładnie od 2003r., jeszcze niedawno nazywał się Rzecznikiem Praw Ubezpieczonych) walczył o ujednolicenie linii orzeczniczej w tym zakresie.

W zeszłym roku zwrócił się z następującym pytaniem do Sądu Najwyższego:

–  czy w razie poważnego uszkodzenia ciała lub wywołania rozstroju zdrowia osobom najbliższym poszkodowanego może przysługiwać na podstawie art. 448 KC roszczenie o zadośćuczynienie pieniężne z tytułu naruszenia ich własnego dobra osobistego?

Naturalnie, pytanie nie pojawiło się znikąd.

Rzecznik Finansowy powołał się na prawomocne orzeczenia, które, jak się okazuje, w 7/14 przypadków dotyczyły zasądzenia osobom bliskim takiego zadośćuczynienia.

Były to głównie przypadki, kiedy osoba poszkodowana doznała na tyle poważnych uszkodzeń ciała lub rozstroju zdrowia, że nie było możliwości realizowania kontaktów pomiędzy poszkodowaną a osobami najbliższymi z powodu pozostawania przez nią w stanie wyłączającym lub w bardzo znaczącym stopniu ograniczającym samodzielną egzystencję.

Dopiero, gdy stan ten osoby doprowadzał do zerwania więzi z osobami najbliższymi to zasadne było zasądzenie na ich rzecz odpowiedniej kwoty zadośćuczynienia.

W pozostałych sprawach sądu odmawiały uznania roszczeń tych osób.

Co właściwie oznacza decyzja Sądu Najwyższego?

Dotychczas przepisy wprost regulowały jedynie, że zadośćuczynienie może otrzymać osoba poszkodowana tylko w przypadku śmierci osoby najbliższej.

Uchwała przewiduje natomiast dodatkowy katalog roszczeń, który nie będzie jedynie ograniczony do osoby pokrzywdzonego. Co oznacza, że również bliscy osób poszkodowanych w wypadkach drogowych (również tych nieśmiertelnych) będą mogli wystąpić do ubezpieczyciela sprawcy o wypłatę zadośćuczynienia.

Takie zadośćuczynienia nie będą jednak przyznawane „z automatu”, czyli każdemu, kto wystąpi z takim roszczeniem.

Uzasadnienie do uchwały Sądu Najwyższego powinno zostać sporządzone w przeciągu kilku miesięcy. Z jego treści dowiemy się pewnie bliżej komu i w jakich okolicznościach sądy będą przyznawać zadośćuczynienie z tytułu naruszenia ich dóbr osobistych. Natomiast sama wysokość zadośćuczynienia będzie, jak dotychczas, kwestią ocenną, uzależnioną od konkretnych okoliczności danego przypadku.

Już dziś można jednak stwierdzić, że podjęta uchwała, jak każda inna, z pewnością znajdzie grono zarówno sceptyków, czy wręcz jej przeciwników, jak i zwolenników.

W tej pierwszej grupie na pewno znajdą się zakłady ubezpieczeniowe, do których trafiać będą nie tylko bieżące zgłoszenia szkód, ale i te nawet sprzed 20 lat, bo tyle wynosi okres przedawnienia roszczeń w niektórych sprawach. To z kolei niewątpliwie przełoży się na wysokość obowiązujących składek na ubezpieczenie komunikacyjne OC kierowców.

Zapadłe rozstrzygnięcie ma jednak przede wszystkim otwierać furtkę rodzinom, które ucierpiały na skutek ciężkich wypadków komunikacyjnych osób im najbliższych i którym została już na zawsze odebrana szansa funkcjonowania w zdrowej, zwyczajnej rodzinie.

Zatem, pewnie się ze mną zgodzisz, że idea przyświecająca tej uchwale jest jak najbardziej słuszna.

Kto płaci zadośćuczynienie po wypadku drogowym – PZU czy sprawca?

Patryk Zbroja            08 stycznia 2018            2 komentarze

Z takim oto pytaniem mam do czynienia niezwykle często.

Choć niekiedy zamiast PZU jest wskazywany jedynie po prostu inny ubezpieczyciel.

O tych kwestiach pisałem już kiedyś TUTAJ.

Ostatnio prowadziliśmy 3 postępowania karne w sprawie wypadków drogowych (jednego z nich – niestety – ze skutkiem śmiertelnym).

Tak się akurat też złożyło, że we wszystkich sprawach występowaliśmy w charakterze obrońcy oskarżonego (z art. 177 § 1 i 2 Kodeksu karnego, z grożącą sankcją karną w przypadku śmierci pokrzywdzonego nawet do 8 lat pozbawienia wolności).

Nie muszę chyba Tobie opisywać, jakie obawy i emocje towarzyszyły klientom zanim się do nas zgłosili…

W zasadzie naruszenie zasad ruchu drogowego przez wszystkich sprawców nie budziło specjalnych wątpliwości i zostało stwierdzane przez biegłych już na etapie postępowania przygotowawczego.

W taktyce obrończej skupiliśmy się zatem na minimalizowaniu negatywnych skutków karnych i finansowych dla naszych klientów.

W każdym z przypadków taktyka okazała się skuteczna..

W dwóch sprawach udało się warunkowo umorzyć postępowanie (sprawcy nie będą formalnie karani).

Przy wypadku śmiertelnym, gdzie nie mogliśmy warunkowo umorzyć postępowania, Sąd warunkowo zawiesił karę 1 roku pozbawienia wolności na okres 2 lat próby (orzekając jedynie o zakazie prowadzenia pojazdów na okres 2 lat).

Równolegle w każdym z postępowań dążyliśmy do wydania racjonalnego orzeczenia ws. zadośćuczynienia, naprawienia szkody lub nawiązki na rzecz osób pokrzywdzonych.

Co istotne każda z ww. kwot, pomimo faktu, że została zasądzona od oskarżonego i przez niego zapłacona, ostatecznie została zwrócona przez ubezpieczyciela (w tym: PZU) z tytułu ubezpieczenia OC.

Aktualnie nie budzi już przecież wątpliwości, że sprawca wypadku komunikacyjnego, wobec którego zastosowano środek karny polegający np. na obowiązku naprawienia szkody, może domagać się od ubezpieczyciela (z tytułu OC) zwrotu świadczenia zapłaconego na rzecz pokrzywdzonego.

Możesz potwierdzić ten pogląd np. w tej uchwale Sądu Najwyższego.

Odpowiadając na pytanie postawione w tytule, zadośćuczynienie powinien ostatecznie zapłacić ubezpieczyciel (czyli PZU).

 

Prawomocny wyrok ws. wypadku w Kamieniu Pomorskim. Rodzinom pozostaje walka z PZU…

Patryk Zbroja            13 października 2016            2 komentarze

Witam Ciebie serdecznie po nieco dłuższej przerwie.

Dzisiaj Sąd Apelacyjny w Szczecinie wydał wyrok utrzymujący w mocy (z niewielkimi zmianami) orzeczenie Sądu Okręgowego dotyczące Mateusza S. – sprawcy wypadku z 1.01.2014 r. w Kamieniu Pomorskim.

W mediach jest o wyroku już dość głośno. Mediów publicznych niestety od jakiegoś czasu już unikam, ale zerknij np. tutaj.

Oskarżony został prawomocnie skazany za umyślne (z tzw. zamiarem ewentualnym) spowodowanie katastrofy w ruchy lądowym, w wyniku której zginęło 6 osób, na 15 lat pozbawiania wolności oraz dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów. To maksymalny wymiar kary, który mógł orzec Sąd w tej sprawie; ustalając również, że o warunkowe przedterminowe zwolnienie oskarżony będzie mógł się ubiegać dopiero po 12 latach izolacji.

O szczegółowych aspektach prawnych oraz linii obrony oskarżonego pisałem już wcześniej tutaj.

Występowałem w tej sprawie jako pełnomocnik części pokrzywdzonych rodzin. Nie ukrywam, że odczuwam sporą satysfakcję z faktu, że sądy obu instancji podzieliły ostatecznie przedstawianą przez nas argumentację i ocenę prawną całej sprawy.

W tym momencie, po prawomocnym stwierdzeniu sprawstwa i winy oskarżonego, dla pokrzywdzonych i rodzin ofiar otwiera się droga do dochodzenia roszczeń cywilnoprawnych. Oczywiście nie ma faktycznej możliwości, aby sam oskarżony, który spędzi w warunkach zakładu karnego jeszcze wiele lat, byłby w stanie wywiązać się z obowiązków zapłaty wysokich odszkodowań i zadośćuczynień w tej sprawie.

W tej sytuacji wszystkim pokrzywdzonym pozostaje walka z ubezpieczycielem tj. PZU. Nie ukrywam, że nie będzie to droga łatwa. Pomimo przesądzenia odpowiedzialności ubezpieczyciela z tytułu polisy OC z uwagi na treść prawomocnego wyroku w sprawie karnej, konieczne będzie jeszcze rzetelne ustalenie wysokości odszkodowania, renty lub zadośćuczynienia (głównie związanego ze śmiercią osób najbliższych) oraz przekonanie sądu cywilnego o zasadności dochodzonych w każdym przypadku roszczeń.

W tej sprawie warto jednak walczyć dalej, do samego końca…

Czy można wygrać w sądzie z PZU?

Patryk Zbroja            17 listopada 2015            16 komentarzy

Oczywiście, że można i z całkiem niezłym skutkiem 🙂

Taka oto sytuacja:

PZU był ubezpieczycielem sprawcy kolizji. Ustalił w toku prowadzonego przez siebie postępowania, że naprawa pojazdu uszkodzonego (o wartości sprzed dnia kolizji na poziomie 18.700 zł) jest nieopłacalna. Zaproponował wypłatę odszkodowania wg tzw. metody szkody całkowitej. Tyle że wg PZU wartość „pozostałości” to kwota 16.215 zł. Do wypłaty pozostała zatem różnica… 2.485 zł. Dobre, prawda?

Poszkodowany poprosił mnie o pomoc w prowadzeniu tej sprawy. Rozpoczęliśmy od zlecenia wstępnej opinii warsztatu i rzeczoznawcy, którzy potwierdzili, że istnieje możliwość naprawy pojazdu w rozsądnej cenie ok. 20.000 zł. Poszkodowany podjął zatem decyzję o wykonaniu naprawy.

ID-10087546

W czasie naprawy sygnalizowaliśmy kilkakrotnie możliwość wykonania oględzin przed naprawą, w jej  czasie i po naprawie. Niestety, nie za bardzo wiadomo z jakich przyczyn, ale te możliwości zostały przez PZU zbagatelizowane. Likwidator pojawił się tylko raz, wtedy kiedy ustalał wartość pozostałości na 16.215 zł 😉

Po zakończeniu naprawy, przedłożyłem ubezpieczycielowi opłaconą przez poszkodowanego fakturę na poziomie tych 20.000 zł + VAT, ze szczegółową kalkulacją wykonanych czynności i użytych oryginalnych części z logiem producenta, proponując polubowne zakończenie sporu.

PZU podtrzymał swoje wcześniejsze stanowisko wskazując, że wartość naprawy jest wyższa od zakładanej wartości sprzed dnia kolizji na poziomie 18.700 zł.

Próbowałem, w odwołaniu od decyzji PZU wyjaśnić, że podstawą wypłaty odszkodowania w tej sprawie nie jest polisa AC, lecz ubezpieczenie OC sprawcy. W konsekwencji ubezpieczyciel nie może narzucać sposobu wyboru naprawienia szkody, zwłaszcza w sytuacji gdy poszkodowany sam zdecydował o naprawie pojazdu.

Dodatkowo okazało się, że na wolnym rynku pojazd (w stanie przed wypadkiem) jest wart co najmniej 20.000 zł, a ten sam ubezpieczyciel (u którego poszkodowany miał wykupioną polisę AC) zatwierdził rok wcześniej wartość pojazdu na poziomie 22.000 zł.

Niestety, argumenty te nie przekonały PZU.

Złożyliśmy zatem pozew. Było to w kwietniu 2012 r.

Ubezpieczyciel przegrał sprawę w pierwszej instancji, a w październiku 2015 r. Sąd Okręgowy oddalił apelację PZU i wyrok stał się prawomocny.

Podsumowując, zamiast 20.000 zł odszkodowania, PZU wypłaciło poszkodowanemu:

– 20.000 zł tytułem odszkodowania wraz z ponad 8.000 zł tytułem odsetek ustawowych (8 % w skali rocznej);

– ponad 4.200 zł tytułem kosztów procesu poniesionych przez powoda przed Sądem Rejonowym,

– 1.200 zł tytułem kosztów procesu poniesionych przez powoda w postępowaniu apelacyjnym;

Łącznie: 33.400 zł.

A dodatkowo, PZU musiało uiścić na rzecz Skarbu Państwa:

– ok. 2.500 zł tytułem kosztów opinii biegłych,

– 1.000 zł tytułem opłaty od apelacji;

O kosztach obsługi prawnej pełnomocnika PZU nie wspomnę.

Chyba nie było to dla PZU opłacalne postępowanie 😉

Na całe szczęście, nie zawsze proces jest konieczny.

Ugodowe rozwiązanie sporu zaoszczędza zawsze obu stronom kosztów, a poszkodowanemu czasu i niepotrzebnych emocji…

Witam Ciebie serdecznie,

Jak zapewne pamiętasz ze wcześniejszych moich wpisów, jestem pełnomocnikiem części rodzin ofiar tragicznego wypadku w Kamieniu Pomorskim (z dnia 1.01.2014 r.).

Sprawa karna wraca właśnie do ponownego rozpoznania przed Sądem Okręgowym w Szczecinie. Początek już 22.09.2015 r. o g. 9.00.

Niezależnie jednak, chciałbym Ciebie zachęcić o ile oczywiście masz możliwość pojawić się na Stadionie Pogoni w Szczecinie jutro (19.09.2015 r.) do udziału w Charytatywnym Transgranicznym Turnieju Piłkarskim „Razem Możemy Więcej„:

12011339_10201186691345177_8363427770657162855_n

Celem turnieju jest zebranie środków finansowych na pomoc dla dzieci, które straciły najbliższych w tragicznym wypadku w Kamieniu Pomorskim w 2014 roku. Turniej ma również zwrócić uwagę opinii publicznej na problem bezpieczeństwa pieszych w ruchu drogowym.

W rozgrywkach zagra dwanaście drużyn piłkarskich z Danii, Niemiec i Polski. A na boisku będzie można zobaczyć m.in. byłych reprezentantów kraju oraz zawodników znanych z występów w ekstraklasie, a także drużyny młodzieżowe.

W akcji zobaczymy m.in. Dariusza Adamczuka, Macieja Stolarczyka, Jarosława Araszkiewicza, Waldemara Krygera, Marka Rzepkę, Olgierda Moskalewicza, Artura Bugaja czy Ediego „Andradinę”.

Impreza – jak zapowiada organizator Grzegorz Matlak – planowana jest w konwencji sportowego festynu rodzinnego. Zapewnionych będzie szereg atrakcji. Mają być place zabaw, ślizgawki, balony, trampoliny, mobilne miasteczko połączone z nauką poruszania się w ruchu miejskim, a także ogródki gastronomiczne.

Zapowiada się ciekawe rodzinne spotkanie w szczytnym celu!